Bez tej miłości

Bez tej miłości

Bożena Marcinkowska

Moja dusza musiała tonąć tak długo, aż cała opadła na dno męki, rozpaczy i żalu, skąd została odepchnięta przez Miłość ku górze. Dla Niej cierpiałam, dla Niej byłam karana i odtrącana. Chociaż brzmi to jak toksyczny związek, który powinno się zerwać, gdyż niekiedy wątpiłam w Jej istnienie, to dalej trwam i kocham. Gdyż tylko Ona sprawiła, że jestem. Ja jestem teraz i do końca trwać będę, gdyż stałam się jej częścią, częścią prawdziwej Miłości. Kim jest? Skąd się wzięła? Jest czystością, pięknem, jest wszystkim, czego zwykły człowiek potrzebuje, aby stać się niezwykłym. Nie znajdziesz jej w romansie dla nastolatek, nawet tym autorstwa Johna Greena. Nie znajdziesz jej w serialu na Netflixie, ani w dobrej komedii, którą puszczają od miesiąca w kinach. To nie uczucie, to bycie i trwanie. Gdy zaczęłam Ją poznawać, widziałam więcej niż ktokolwiek potrafił dojrzeć. Gdy już Ją znałam, słyszałam więcej, czułam więcej. Teraz, gdy jest Jej we mnie mniej niż ziarnko gorczycy, potrafię widzieć, słyszeć, czuć i mówić o Niej nieustannie. Dlaczego ciągle Jej pragnę, skoro codziennie ktoś mnie rani z Jej powodu? Dlaczego nie mogę odpuścić i próbować żyć wartościami innych, aby nie czuć się wykluczona ze społeczeństwa? Może dlatego, że moja dusza dryfuje na tafli wody i codziennie walczy z podtopieniem, a moja Miłość pozwala mi się trzymać na powierzchni. A może po prostu się boję, że gdy Ją opuszczę, to już nigdy nie uda mi się Jej odnaleźć.

Tą Miłością mogło być dla mnie wszystko i wszyscy, a jest Nią ON. Najprawdziwszy i najcudowniejszy On. Moje jedyne szczęście, mój Bóg. Poznałam Go dopiero, gdy udało mi się poznać Miłość, o której tak kocham mówić, która sprawia mi tyle szczęścia i jest powodem moich ran jednocześnie. Jestem jeszcze nastolatką, moi rówieśnicy niekoniecznie potrafią pojąć, jak ważna jest dla mnie moja wiara. Nie pojmują również, dlaczego kocham ich tak bardzo, dlaczego tak ich doceniam i sądzę, że zasługują na wszystko, co jest dobre. Biblia powtarza: „Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością.” (J4:8). Ja miłuję, gdyż Go poznałam i chcę poznawać dalej. Wierzę, że człowiek potrzebuje najpierw poznać osobę, która już poznała Miłość, aby dać sobie Ją przedstawić. A ja chcę, aby każdy się z Nią zaprzyjaźnił.

Na początku zastanawiałam się, dlaczego właściwie chcę Jej szukać? Po co mi Ona, skoro ma być powodem mojej krzywdy, mojego bólu i płaczu? Dopiero teraz zrozumiałam, że bez Niej byłam tylko jednym z wielu ziarenek piasku na ziemi, które wywiewa nawet najdelikatniejszy podmuch wiatru. Gdy Ją spotkałam, stałam się kamieniem, który łatwo można było przewrócić lekkim szturchnięciem. Gdy się z Nią zapoznałam, zostałam głazem, który można przenieść poprzez kopnięcie lub podniesienie na dłoniach. Teraz, mając w sobie Jej maleńką część, jestem niewielką górką, którą ktoś usypał z mniejszych i większych głazów i której uderzenie nie ruszy, a człowiek może ją zniszczyć lub przenieść tylko za pomocą urządzenia mechanicznego. Dążę do tego stanu, gdy Miłość wypełni mnie po brzegi i zostanę górą, będę wyższa od Mount Everest i nie zniszczy mnie żadna siła. Będę twarda i będę jednym z cudów. Ludzie będą chcieli mnie poznawać, żeby dowiedzieć się, jak jestem wielka i ile wysiłku i lat zajęło mi powstanie. Sami wtedy zechcą być górami i będą pochłaniać Miłość ogromnymi ilościami i tym samym zachęcać innych do tego samego.

Wszystkie problemy staną się jasne i rozwiązania same będą przychodzić i nie będą już niszczycielskie. Lew Tołstoj, rosyjski powieściopisarz, powiedział kiedyś, że wszystko, co w życiu zrozumiał, pojął tylko dlatego, że kocha. Tak samo będzie z każdym, kto zacznie swoją piękną przyjaźń z Miłością. Już Ją znalazłam, już Ją poznałam, już jest częścią mnie, ale to nie jest koniec. Teraz dalej będę dążyć do wypełnienia swojej osoby przez Nią, a żeby to zrobić, muszę poznać Ją z innymi osobami. Chcę, aby strzegła Ona każdego z moich bliskich, dlatego poprzez dobre uczynki, kochanie, zajmowanie się osobami w potrzebie, staram się przygotowywać innych do pierwszego spotkania. W Księdze Przysłów napisane jest bowiem: „Niech  miłość i wierność cię strzeże;  przymocuj je sobie do szyi, na tablicy serca je zapisz.”. Musiałam Ją poznać przez ból i różne osoby, aby teraz móc głosić Jej działania i prowadzić innych do Boga, który uratował mnie i ratuje mnie codziennie.

Czy bez Miłości byłoby inaczej? Czy Jej działania w rzeczywistości naprawdę są tak silne? Czy chcę się o Niej dalej uczyć, czy wolę czuć się samotna i czuć ból spowodowany trudnym światem, w jakim przyszło nam żyć? Będę bezczynnie siedzieć i patrzeć na swoje i innych cierpienia, czy spróbuję walczyć o jutro?