Bóg jest wśród nas

Bóg jest wśród nas

Natalia Porębska

„MIŁOŚĆ MI WSZYSTKO WYJAŚNIŁA

MIŁOŚĆ WSZYSTKO ROZWIĄZAŁA

DLATEGO UWIELBIAM TĘ MIŁOŚĆ

GDZIEKOLWIEK BY PRZEBYWAŁA” 

Wciąż biegłam… Z dnia na dzień nowe zadania, nowe etapy… Sprawdzian, zaliczenie, kurs… wciąż do przodu. Każdy dzień taki sam. Poranny prysznic, szybka kawa i przyspieszony krok. Droga przez park nigdy mi się nie dłużyła. Ptaki ćwierkały swoje urocze melodyjki. Wiewiórki cicho skradały się jakby chciały bawić się ze mną w chowanego. Słońce nieśmiało wciskało pomiędzy konary drzew swe promienie. Wszystko to mijałam, zostawiałam za sobą… 

Z entuzjazmem wchodziłam do szkoły. Chciałam być kimś, chciałam być, chciałam mieć… Mam 15 lat. Planuję, marzę i wyznaczam sobie cele. Moje życie toczy się swoim biegiem. Szkoła, znajomi, nieplanowane wypady za miasto, wieczorne spacery po mieście. Jestem szczęśliwa. Nagle budzę się i słyszę STOP! Zatrzymaj się! Nie wolno Ci wyjść z domu! Zabronione jest spotykanie się z przyjaciółmi, znajomymi. Wszystko się zmienia. Czy świat się pomylił? 

Moje życie zmienia się diametralnie. Szukam rozwiązań, szukam wyjaśnień, szukam siebie. Chodzę w kółko po swoim niewielkim pokoju. To teraz cały mój świat. Większość dnia spędzam przed laptopem. Co 45 minut szkoła zmienia mi przedmiot. Trochę inaczej ale znów zaliczam kolejne testy, sprawdziany. Piszę obszerne referaty, tworzę niecodzienne prezentacje. W chwilach przerwy kładę się na łóżku i patrzę w sufit. Przez ten nawał nowych zadań powoli odczuwam zmęczenie. Gdzie w tym wszystkim jesteś Boże? 

Wciąż biegłam… Naglę staję i widzę puste ławki, kilka starszych osób, maski na twarzach, strach… Tak, to kościół. Skorzystałam z tego, że zdjęto część obostrzeń. Z wielkim lękiem przyszłam na niedzielną mszę. Usiadłam w ostatniej ławce. Pomyślałam, że tak będzie lepiej, że zachowam dystans, że będę bezpieczniejsza. Jestem tu a Ty wciąż tak daleko. Przecież tu jesteś. Szkoda, że taki samotny. Szczególnie dzisiaj świat Ciebie potrzebuje. Ale ciągłe nakazy, zakazy, procedury blokują dostęp do Ciebie. Brakuje Twojej miłości, brakuje Twojej nadziei, brakuje Twojej wiary w to, że jeszcze kiedyś będzie lepsze jutro. Odpowiedz mi proszę, czy kiedyś będzie jeszcze normalnie? 

Wciąż biegłam… Dzisiaj klękam i modlę się. Patrzę nie na boki, lecz przed siebie. Wpatruję się w pozłacany, ukwiecony ołtarz i widzę Ciebie. Jesteś jednak! Choć wszystko się zmieniło, Ty wciąż ten sam. Aż tyle musiało się zdarzyć, by każdy z nas zrozumiał, że to Ty jesteś miłością, że to, czego szukaliśmy od dawna jest w nas samych i wokół nas. Tak sobie myślę, że przecież nie oznacza to jednak, że każdy, kto znajdzie Boga, uniknie życiowych trudności. Oczywiście, że nie. 

Kiedy wszechogarniająca nas epidemia powoduje cierpienie i śmierć, ci, którzy znaleźli Boga, również uczestniczą w tym cierpieniu. Obecność Bożej miłości daje jednak wewnętrzny pokój i siłę. W Liście do Koryntian (II Kor 4:8-9) czytam: „Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy”. Rzeczywistość podpowiada mi, że będziemy w życiu doświadczać problemów. Jednak jeśli przylgniemy do Boga, będziemy w stanie reagować na trudności z zupełnie innej perspektywy i z siłą, która nie jest naszą własną siłą. Nie ma takiego problemu, który dla Boga byłby nie do pokonania. On jest potężniejszy niż wszystkie nasze problemy razem wzięte i nie zostawia nas zdanych na samych siebie. On jest Miłością. Może wystarczy po prostu się obudzić? Może wystarczy po prostu podnieść się z ziemi? Może wystarczy po prostu zawalczyć o siebie? 

Wciąż biegłam… Dzisiaj jestem w swojej izdebce. Wciąż wiele nie rozumiem z tego, co dzieje się wokół, ale czuję wewnętrzny spokój. Spotkałam Miłość! Odtąd dostrzegam coś więcej, coś „ponad”… Już wiem, że wystarczy spojrzeć inaczej, z innej perspektywy wszystko się zmienia. Nie mogę spotykać się z przyjaciółmi, ale mogę zobaczyć ich i rozmawiać z nimi przez internet. Nie mogę wyjść do kina, teatru, domu kultury, ale mogę rozwijać się przez własne poszukiwania i aktywność na forach. Nie mogę pójść do centrum handlowego, ale mogę pojechać na łąkę, by tam zaczerpnąć powietrza i zachłysnąć się pięknem przyrody. Przecież w ciągu dnia spotyka nas wiele dobrych rzeczy, ale często tak drobnych, iż uważając je za rzeczy oczywiste przechodzimy nad nimi do porządku dziennego. A to wielki błąd. Przecież wszystko jest łaską. Wszystko, a wiec każde zdarzenie dnia, każda chwila, którą przeżywamy. Bóg, który jest Miłością, Bóg zakochany w człowieku do szaleństwa, nie siedzi sobie spokojnie, ale wciąż wynajduje nowe sposoby, aby tę miłość nam okazać. Nie spoczywa, ale w twórczy sposób obdarza nas dobrymi zdarzeniami. Rzecz w tym, abyśmy potrafili widzieć je nie tylko oczyma, ale i sercem i dostrzegać w nich przejawy Bożej miłości. Trzeba więc abyśmy uczyli się dostrzegać Boga w codziennościach. Abyśmy patrzyli na życie z otwartymi oczyma. Abyśmy z Nim rozmawiali, bo taka rozmowa jest nieustannym zanurzaniem się w obecności Boga i doświadczaniem Jego Miłości. 

Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała… Przebywanie z Nim sprawiło, że znalazłam sens istnienia w tym zagmatwanym świecie. Nie boję się już jutra. Wierzę, że On w swojej miłości otoczy mnie swoją opieką. W swojej miłości obdarzy mnie odwagą, dzięki której stawię czoła nowym wyzwaniom. Każdy nowy dzień, każda nowa sytuacja, każde nowe spotkanie nabierają innego wymiaru. Miłość przepełnia mnie i wszechogarnia. Dlatego wielbię Tą Miłość, dlatego śpiewam i raduję się. Życie w takiej perspektywie daje poczucie spełnienia, satysfakcję i radość. Już wiem, że służba Bogu nie polega tylko na odmawianiu modlitw. Na szczęście w jej orbicie znajduje się całe życie. Codzienna praca, trud i cierpienie, relacje międzyludzkie i przyjaźnie, zwykłe potrzeby życiowe, ale także przyjemności i rozrywka mogą stać się hymnem uwielbienia Boga. Wielu ludzi nie doświadcza Boga, gdyż oczekuje nadzwyczajnych, mistycznych przeżyć, a nie zauważa Go w zwykłym codziennym działaniu. Należy więc być bardziej uważnym, pełniej wykorzystywać wszystkie zmysły i świadomie przeżywać każdą chwilę. 

Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała. Posłuchajcie wołania o pomoc, płaczu dziecka czy głośnego śmiechu w zabawie, ćwierkających ptaków, wiatru świszczącego w drzewach, stukotu przejeżdżającego pociągu. Czy chcecie Go poczuć? Wystarczy wyciągnąć ramiona i objąć kogoś, (…) albo w ciszy nasłuchiwać dźwięków, jakie przynosi nam świat. 

Wystarczy przyjąć tę Miłość. Bóg jest wśród nas!