Doktor Krokowski o miłości

Doktor Krokowski o miłości

Amelia Chwist

Czym jest miłość? Miłość, jak podaje Wikipedia, to złożone, trudne do zdefiniowania zjawisko, często utożsamiane z uczuciem, które przejawia się w relacji do drugiej osoby. No właśnie. Miłość kojarzy nam się zwykle z namiętnym uczuciem między dwojgiem pięknych, młodych kochanków. A przecież to nie wszystko! Miłość ma tyle oblicz… zupełnie jak równanie różniczkowe bez warunków brzegowych.

  W wakacje wyjechałam do Aten. Pewnego wieczora poszłam na spacer i zawędrowałam do portu. Było zupełnie jak w tym rozpaczliwym wierszu Słowackiego:

Smutno mi, Boże! Dla mnie na zachodzie

Rozlałeś tęczę blasków promienistą;

Przede mną gasisz w lazurowej wodzie

Gwiazdę ognistą…

  No, prawie, bo wątpię, żeby do Słowackiego podszedł młody, wysoki Grek i wyznał z uczuciem:

  – Eísai panémorfi. Se agapó!

  I wątpię, żeby Julek urzeczony, odparł gorąco:

  – S ‚agapó̱ epísi̱s!

  A później patrzył, jak Grek odchodzi do dwóch ziomków i przybija z jednym piątkę. Drugi ze śmiechem wręcza mu pięć euro.

  Starogreckie słowo agape oznacza miłość… ale nie byle jaką. Jest to najwyższa forma miłości, zwłaszcza miłość braterska, dobroczynność, miłość Boga do ludzi i ludzi do Boga.

  Czy miłość potrafi wszystko wyjaśnić? Czy potrafi wszystko rozwiązać? Galileusz twierdził, że tym, co potrafi dać nam odpowiedź na wszystkie pytania, jest nauka.

Ktoś znany powiedział kiedyś, że prawie całe życie można opisać w terminach chemicznych. Miłość to fizyka i chemia. Owszem, na miłość także można patrzeć przez pryzmat nauki, widzieć ją jako wzajemne oddziaływanie czy siły w układzie podwójnym… ale czy to ma sens? To zupełnie jakby dziewiątą symfonię Beethovena zapisać jako ciąg zmiany ciśnienia w powietrzu albo życie jako proces spalania białka komórek! Dużo sensowniejszym pytaniem byłoby nie czy w miłości jest nauka, ale czy w nauce jest miłość.

  Miłość czy nauka, duch i przyroda, życie i śmierć; czyż to są przeciwieństwa? Zbędny jest wszelki dualizm, dzielenie świata na dwie wrogie części; rozrywanie Boga i przyrody. Spinoza postawił znak równości między tymi dwoma, zaprzeczając, że świat jest pozaboski, a Bóg transcendentny. Śmierć natomiast jest tylko logicznym zaprzeczeniem życia, oba są ciasno ze sobą splecione;  jakby dwie strony tej samej monety. A nauka i miłość? Dlaczego zawsze przedstawiamy je w opozycji, w pospolitym konflikcie: rozum vs serce? Jak powiedział mały, brzydki Naphta, przeciwieństwa można łączyć z sobą. Bez sensu są tylko rzeczy połowiczne i mierne.[1]

  Z odwagą właściwą prostaczkom ośmielam się twierdzić: dziedziny nauki są zamaskowanymi przejawami miłości, a sama nauka jest przekształconą miłością. Nauka bowiem przejawia się w harmonii wszystkiego co istnieje, rozciąga się w tym potężnym świecie, który istnieje niezależnie od nas i stanowi tak wielką, odwieczną zagadkę. Miłość natomiast objawia się we wszystkim, co istnieje, jest formą i duchem – pięknem, które musi działać i wyrażać się poprzez nas, ludzi, naturę i przyrodę.

  Po tak brawurowej tezie należałoby przenieść istotę ogółu na zjawiska jednostkowe. Innymi słowy: rzucić przykładami. Jeszcze inaczej, matematycznie: dla obu pojęć znaleźć wspólny mianownik.

  Profesor Borgieł zapytany aż zaklaskał w dłonie.

  – Miłość, oczywiście, że miłość! Weźmy sobie, że masz jakiegoś ukochanego, ładna dziewczyna jesteś… No i wyrzucają ci tego gościa w kosmos. Mimo że jesteście tak daleko od siebie, to jak tamten coś pomyśli, to ty będziesz wiedziała co. Kumasz?

  Po dłuższej refleksji skumałam. Była to wcale niezła metafora splątania kwantowego, które polega na wzajemnym przepływie informacji pomiędzy dwoma splątanymi cząstkami. Warto przy tym dodać, że ów przepływ jest tak zatrważająco szybki, że gdyby Einstein go odkrył, zapewne zacząłby rwać sobie włosy z głowy. Podwaliny jego relatywistycznej teorii zostają zachwiane; okazuje się, że prędkość światła nie jest prędkością największą we wszechświecie.

  Także w nauce, która zniweczyła wspaniałą pozycję kosmiczną człowieka i z ośrodka świata uczyniła małą obojętną planetę, odkryć można wiele przejawów miłości. Choćby układy podwójne gwiazd – gdy samotna planeta spotyka gwiazdę, obie łączą się w romantycznym splocie o wspólnym środku masy. Za to o gwiazdach można mówić zarówno w astronomii jako o neutralnej materii, jak i rozkoszować się nimi z pomocą literatury i sztuki…

  A co z wybuchowymi mieszankami naukowców-artystów? Co gdy w jednym człowieku łączy się pierwiastek matematyczny i sztywny z barwnym i twórczym?

  Goethe we wstępie do Propylejów pisał, że w sztuce dopiero wtedy możemy rywalizować z naturą, gdy przynajmniej w pewnym stopniu nauczymy się od niej sposobu, w jaki postępuje ona tworząc swoje dzieła.

  Oznacza to, że dokonując aktu artystyczno-twórczego, powinniśmy znać ów akt nie tylko jako malarze i literaci, lecz także jako naukowcy i lekarze. Aby oprócz lirycznego stosunku do przyrody zachodził jeszcze inny stosunek, bardziej rzeczowy. W każdej odmianie humanistycznego zawodu „dajemy” jako podstawę element formalny – ideę formy, która wprowadza do tych przedmiotów coś szlachetnego. Widać tu jak łączą się z sobą pierwiastek duchowy i piękno, innymi słowy – nauka i sztuka; matematyka i miłość, które, powtarzam, właściwie zawsze stanowiły jedność.

  Miłości, która wszystko rozwiązujesz! Mylnie jesteś uważana za patronkę pisarzy i artystów; tak naprawdę strzeżesz fizyków i matematyków! Niech twoje światło oświeca kręte drogi do poznania tajemnic wszechświata, ty, która wyjaśniasz wszystko…


[1]     T. Mann – Der Zauberberg. Berlin, 1999.