Jeśli to Ty jesteś… – rzecz o pewnym Ogrodniku

Jeśli to Ty jesteś… – rzecz o pewnym Ogrodniku

Łucja Okoń

„Miłość mi wszystko wyjaśniła,

miłość wszystko rozwiązała –

dlatego uwielbiam tę Miłość,

gdziekolwiek by przebywała”

Karol Wojtyła – Pieśń o Bogu ukrytym

            Miłość to słowo związane z człowiekiem od samego początku jego istnienia, motyw pojawiający się w jego twórczości – w szeroko pojętej kulturze – nadzwyczaj często, a mimo to, nie dający się do końca zdefiniować i jednoznacznie określić. Zakres znaczeniowy i skojarzenia jakie ze sobą niesie są zróżnicowane, każdy z nas – ze swoją odrębną historią, doświadczeniem życiowym – odbiera „miłość” na różne sposoby. Gdyby samo to nie było dostatecznie zawiłe i mylące, ważny jest także kontekst wypowiedzi – tym samym słowem określamy przecież relację rodzica z dzieckiem, relację w małżeństwie, wreszcie – relację idealną, wzorcową – m i ł o ś ć  Boga do człowieka. Czym więc jest miłość?

            W szesnastym wersie czwartego rozdziału Pierwszego Listu św. Jana czytamy: „Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim[1]”. Biblia wielokrotnie wskazuje na miłość jako najwyższą wartość. Relacja z Bogiem – Miłością przez duże M – jest pełnią życia, dodaje sił w pokonywaniu trudności, trwając przy Bogu możemy z ufnością powtórzyć za psalmistą: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23, 4).

            Miłość jest jak roślina – potrzeba jej odpowiednich warunków, by żyła, kwitła, a w końcu – wydała owoc. Pielęgnowana miłość potrafi przetrwać wszystko, a miłość zaniedbana przywodzi na myśl widok dobrze znany wszystkim, którzy nie mają daru do ogrodnictwa, a w domowych donicach starają się za wszelką cenę utrzymać przy życiu kwiaty. Brak nadziei, perspektyw na przyszłość, podparcia, uczucie porażki – suche, pożółkłe liście zwisające z mizernej, równie martwej łodygi. Gdy siedzę wśród ciszy i mam przed oczyma ten obraz, oczy duszy nie mogą się powstrzymać przed nałożeniem go na obraz relacji człowieka z Bogiem, mimo widocznych różnic. Człowiek zdaje się być kwiatem o skłonnościach iście autodestrukcyjnych, skoro będąc pod ciągłą opieką najlepszego Ogrodnika potrafi sam odciąć się od odżywczego źródła i doprowadzić do uschnięcia. Ile razy jednak o swój stan oskarża nie siebie, lecz Jego?

             Miłość wypala się w piecu prób, można by rzec – w piecu cierpienia, podobnie jak glina, przed wypaleniem jest giętka, niestała, po wypaleniu – twarda, trzyma nadany przez rzeźbiarza kształt. Cierpienie zdaje się siłą nadzwyczajną, potrafiącą jednocześnie zburzyć i zbudować człowieka. Jest czymś, co jako ludzie chcielibyśmy pojąć rozumem, opanować, by wreszcie wyeliminować z życia, zamknąć na cztery spusty i nigdy więcej nie oglądać na oczy. Cierpiąc, człowiek traci nadzieję, gubi się w sobie, wpada w rozpacz, strach, ujawnia przed samym sobą własną słabość, małość – to, co każdy z nas w naszej pysze chciałby o sobie zapomnieć. W kulturze  uznającej zaradność, produktywność za cechy definiujące wartość człowieka nie mogę pozwolić, by inni widzieli jak łza spływa mi po policzku, bo nie daję już rady, jak tracę nadzieję, zaufanie do innych i siebie, nie mogę pozwolić sobie na słabość. Jak roślina bez podpory usycham, a otwieram przed sobą dwie ścieżki – ufnego wołania o pomoc Ogrodnika, przyznania się do własnej słabości lub pogrążenia się w sobie, w marazmie, depresji.

            Jak pogodzić obraz miłosiernego Boga z obecnością zła w świecie? Dlaczego kochający Ojciec pozwala na cierpienie umiłowanych dzieci? Zagadnienie teodycei ciągle pozostaje przedmiotem rozważań nas – współczesnych Hiobów. Nurtują i będą nurtować nas pytania, na które nie znamy i najprawdopodobniej nie poznamy odpowiedzi. Gdy przechodzimy przez trudności, wbrew przysłowiu „Jak trwoga to do Boga”, często ciężko nam zaufać, rzucić się w ramiona Ojca. Czymże jest miłość jeśli nie zaufaniem, poczuciem bezpieczeństwa, celem i wartością? Czytając zbiór opowiadań Niebo dla akrobaty Jana Grzegorczyka[2], nie sposób nie poddać się refleksji nad sensem życia i cierpienia, nad kruchością i przemijalnością ludzkiej egzystencji. Książka uderza opisami odchodzenia przeróżnych postaci – pogodzonych ze śmiercią i z Bogiem, ateistów, dotyka śmierci cichych i samotnych oraz tych w otoczeniu bliskich. „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” (Ps 8, 5). Człowiek – sam w sobie będąc marnością – „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4, 7) – w trudnych chwilach, choć często uważa wręcz odwrotnie, potrzebuje Bożej obecności, oparcia, bezwarunkowej Miłości. Miłości, która pojmowana po ludzku, porównując ją do relacji międzyludzkich – może wydać się źródłem cierpienia, ale jednak Miłości – balsamu, który koi, leczy, buduje.

            Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie – słyszymy od najmłodszych lat od rodziców zatroskanych o nasze relacje z rówieśnikami. Miłość zaś zdaje się krystalizować w cierpieniu. Bóg czyni się obecnym w ludzkich ranach, czyni się bliższym wtedy, gdy nam wydaje się coraz dalszym. Bóg – Miłość ukryta – wyjaśnia i rozwiązuje nawet jeśli jest z nami w bólu.

            Czy w biedzie oddam się Miłości, czy zostanie ze mnie wysuszony kwiat uskarżający się na Ogrodnika?


[1]     Wszystkie cytaty i nawiązania do Pisma Świętego pochodzą z następującego wydania Biblii: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych. Opracował Zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Benedyktynów Tynieckich, wyd. V, Poznań 2008.

[2]     zob. J. Grzegorczyk, Niebo dla akrobaty, Kraków 2006.