Miłość – czyje to imię?

Miłość – czyje to imię?

Ewa Chomiczewska

Kiedy on pierwszy raz spojrzał na nią, ludzie mówili: ,,Tak wygląda zakochanie!”. Kiedy pierwszy raz dostała od niego różę, mówili: ,,Tak wygląda szczęście!”. Kiedy wreszcie stali przed ołtarzem i – patrząc sobie w oczy – powtarzali słowa przysięgi, ludzie mówili: ,,Tak wygląda prawdziwa miłość!”. Lecz tam wcale jej nie było. Ona myślała wtedy o bogactwie, jakie przypadnie jej w udziale, a on – o niedawno poznanej dziewczynie… Ludzie widzieli tylko to, co zewnętrzne, a przecież nie na tym opiera się miłość.

Bo czymże ona jest? Na to pytanie znajdziemy wiele odpowiedzi w literaturze, filmie czy muzyce. Każdy postrzega ją inaczej. Według biologów jest ona tylko szeregiem reakcji chemicznych, zachodzących w odpowiedzi na konkretny bodziec. Zdaniem twórców teorii ewolucji ludzie łączą się w pary w drodze doboru naturalnego, którego celem jest wybór partnera dającego największe szanse na wydanie zdrowego potomstwa. Idąc tym tropem, doszlibyśmy do wniosku, że miłość to jeden z czynników ewolucji, który sprawia, że gatunek jest w stanie przetrwać.

Zdaniem artystów jest źródłem inspiracji do tworzenia wybitnych dzieł. Dla religii chrześcijańskiej stanowi fundament nauczania, zasadniczą prawdę wiary.

A czym ona jest dla mnie? Według mnie miłość to akceptacja człowieka mimo znajomości jego wad; to nieustanne przebaczanie drugiej osobie, trwanie razem w chwilach pięknych, ale nade wszystko w tych trudnych. Wiernie oddają to słowa św. ojca Pio: „Miłość zapomina o wszystkim, wszystko przebacza, daje wszystko bez zastrzeżeń.” Jakże inną jej wizję przedstawia Kazimierz Przerwa – Tetmajer w wierszu ,,Lubię kiedy kobieta…”! Ukazane tam przedmiotowe traktowanie drugiego człowieka nie ma nic wspólnego z prawdziwą miłością. Jest swoistym przejawem egoizmu, a nawet mizoginizmu. I chociaż wiersz ten ma już ponad sto lat, zdaje się być coraz bardziej aktualny. Dzisiejszy świat jest nastawiony tylko na ,,branie”, mało kto pamięta, by również dać coś od siebie. Przykładem mogą być chociażby związki partnerskie. Coraz rzadziej zawiera się małżeństwa, bo tak trudno jest dochować wierności jednej i tej samej osobie do końca życia. W zamian za to można wejść w związek bez zobowiązań. A jednak różnica jest ogromna. Małżeństwo to wprowadzenie Boga do swoich relacji i tym samym uświęcenie ich, podczas gdy druga opcja to tylko umowa, która ulegnie przedawnieniu w dowolnym momencie bez żadnych konsekwencji.

,,Lubię to — i tę chwilę lubię, gdy koło mnie Wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie, A myśl moja już od niej wybiega skrzydlata”.

Wybiega i już nie wraca, by sprawdzić, jak czuje się druga osoba. Jak bardzo fałszywy to obraz miłości! Zupełnie inne spojrzenie na tę kwestię przedstawił Jan Paweł II w swoim dziele ,,Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. Papież mówi o czystej relacji łączącej dwoje ludzi, w której dobro drugiego stoi wyżej niż własne.

Co w takim razie jest istotą miłości? Moim zdaniem jej najbardziej wymowny symbol stanowi krzyż, bo – jak mówi Ewangelia – ,,Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Poprzez śmierć Jezusa to krzyż stał się miejscem wypełnienia powyższych słów. Dlatego właśnie to on przemawia do mnie bardziej aniżeli skomercjalizowane symbole miłości. Mimo że często kojarzy się nam on z czymś wymagającym, to jednak jego wyeliminowanie z życia nie ocali nas przed cierpieniem, wręcz przeciwnie – sprawi, że nie będziemy mieli siły, aby je znosić. „Miłości bez Krzyża nie znajdziecie, a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie” – apelował Jan Paweł II. Jest to przykład miłości idealnej. To życie, którego nie jest w stanie przerwać nawet śmierć. Ks. Jan Twardowski doskonale ujął to w słowach: „Dopiero żyć zaczniesz, gdy umrzesz, kochając.” Istnieją bowiem dwie krainy: umarłych i żywych. Tym, co je różni, jest właśnie miłość.

Często nie rozumiemy rzeczywistości, która nas otacza, nie umiemy wyjaśnić przyczyn, nie pojmujemy skutków. Ja też mam z tym problem. Nieraz zastanawiam się, dlaczego – gdy postanowiłam, że więcej się nie odezwę – to przy kolejnym spotkaniu biegnę, by pierwsza wyciągnąć rękę? Dlaczego choć ta osoba mnie rani, ja jej ciągle przebaczam? Wtedy z odpowiedzią przychodzi miłość. Lew Tołstoj mawiał: „Miłość jest wtedy prawdziwa, gdy nie wiemy dlaczego.” To ona jest odpowiedzialna za to pozornie nielogiczne zachowanie. Uświadamia mi, że to dzięki niej mam siłę wybaczać, zapominać, rezygnować ze swojej pychy. To ona sprawia, że serce nie twardnieje, ale otwiera się coraz szerzej na innych ludzi. Wiedziała o tym św. Teresa z Avila, gdy mówiła: „Miłość przenika w głąb, jak woda w szczeliny skały i powoduje, że pękają najtwardsze głazy.” To miłość mi wszystko wyjaśniła. Powiedziała, że mam się nią kierować niczym kompasem na niespokojnym oceanie mojego życia. Mówiła, że ilekroć nie będę wiedziała, jak postąpić, mam patrzeć przez jej pryzmat, wówczas wszystko będzie możliwe. Ona sprosta każdej trudności, ona wszystko rozwiąże. Bowiem – jak pisał H. Hesse: „Wygrywa zawsze ten, kto potrafi kochać i przebaczać.”

Dlatego uwielbiam tę miłość i pragnę, by zawsze była obecna w moich decyzjach, niezależnie od opinii otoczenia, zwyczajów i trendów. Wiele jej zawdzięczam i nigdy nie będę w stanie się jej odpłacić. Ona stanowi sól naszego istnienia, ale zanim ją wydobędziemy, nieraz trzeba sporo się natrudzić. Bowiem w kopalni naszego życia jest dużo krętych korytarzy, w których bez odpowiedniego oświetlenia – można się łatwo pogubić. Stąd też dookoła tyle zakazów i nakazów, które często lekceważymy, a których zadaniem jest pomoc w odnalezieniu cennego minerału – miłości. A znaleźć go możemy w najróżniejszych przestrzeniach: we łzach i w uśmiechu, w życiu, jak i w śmierci. Będą to różne oblicza wciąż tego samego, najdoskonalszego uczucia, jakie zaobserwowano na Ziemi. Jedynego w swej istocie, mieniącego się różnymi barwami w zależności od miejsca występowania. Ale to miejsce mnie nie przeraża, uwielbiam tę miłość, gdziekolwiek by przebywała.

Tym ,,naduczuciem” można obdarzyć wiele osób. Matka kocha córkę, a córka kocha matkę, obie zaś kochają wiele osób wokół i tak cały świat jest opleciony gęstą siecią wzajemnych relacji spajanych przez miłość. I każdy z nas będzie definiował to inaczej. Ja natomiast myślę, że miłość to imię Boga. Dopiero, gdy sobie to uświadomię, dostrzegam głębszy sens wydarzeń w moim życiu, dopiero wtedy zaczynam wszystko rozumieć. Jak dziecko, które uczy się stawiać pierwsze kroki. Wtedy wiem, że to właśnie osoba Boga mi wszystko wyjaśniła, wszystko rozwiązała, dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała.