Miłość wyjaśnia

Miłość wyjaśnia

Miłosz Markiewicz

Stoję w kolejce do betlejemskiej groty. Nie jestem sam, przede mną i za mną tłum pielgrzymów wraz z turystami. Słyszę modlitwy i rozmowy w różnych językach. Po chwili widzę srebrną, mocno oświetloną gwiazdę, pochylam głowę i staram się zapamiętać na zawsze choć odrobinę tego miejsca. Wychodzę na plac rozgrzany popołudniowym słońcem i słyszę nachalne nawoływanie do kupienia pamiątek i trąbiące samochody. Zadaję sobie pytanie: dlaczego Jezus przyszedł? To samo pytanie zadaję, gdy widzę jak ludzie kłócą się pod sklepem, gdy starszy człowiek prosi o pieniądze, gdy ktoś płacze, gdy ktoś umiera. Dlaczego On przyszedł?

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

To niesamowite, może nawet niedorzeczne, sprzeczne z logiką. Ale to dopiero początek. Bóg zdecydował dać się zamknąć w czasie i przestrzeni. Potem pozwolił się uwięzić, wychłostać i zabić. Postanowił, że zostanie z nami obecny w chlebie i winie. Po raz kolejny możemy zapytać: dlaczego? Myślę, że – jak powiedział jeden z nieżyjących już duchownych – Jezus oszalał. Oszalał z miłości do swojego Ojca i do człowieka. Niektórzy twierdzą, że Jezus umarł z miłości do miłości. Całe życie Jezusa, zarówno w zwykłej codzienności, jak i w najbardziej trudnych i dramatycznych momentach życia, było wypełnione szaloną miłością. Miłością przyjętą od Ojca i przekazaną ludziom. Jezus potrafił w pełni doświadczyć Bożej miłości, bo, jak mówił: „Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać” (J 10, 17). Zatem miłość jest dawaniem. Dawaniem siebie całego. Bóg dał swego Syna, Syn dał nam siebie. To uderzające, że źródło miłości Jezusa bije nie tylko w Nim, lecz jeszcze gdzieś głębiej. Mówiąc: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem” (J 15, 9) Jezus zapewnia nas, że kocha nas tak samo, jak On jest kochany przez Ojca. Powiedział te słowa tuż przed swoją śmiercią. Ani zdrada Judasza, ani męka, ani ukrzyżowanie, nic nie było w stanie stłumić tej wielkiej miłości. Mamy już zatem w ręku klucz do zrozumienia, dlaczego przyszedł na świat. To miłość jest wyjaśnieniem, w jakim celu Ojciec Go posłał do ludzi i dlaczego tak wiele osób poszło za Nim, czasem nawet za cenę życia. Miłość wyjaśnia nam umiejętność dawania siebie. Bez miłości nie zrozumiemy, dlaczego święty Maksymilian Maria Kolbe oddał życie za nieznanego mu człowieka. Bez miłości nie zrozumiemy, dlaczego święty Jan Paweł II odwiedził w więzieniu Ali Agcę i przebaczył mu. Zdziwienie może budzić miłość świętej Matki Teresy i jej sióstr do ludzi najbardziej opuszczonych i najbiedniejszych. Źródłem, z którego bierze swój początek bohaterstwo każdej miłości, jest miłość Jezusa do swojego Ojca, do uczestnictwa w której zaprasza również nas wszystkich. Nas, zagubionych, chorych, odrzuconych i płaczących. Święty Jan Paweł II jako dziecko stracił matkę i brata, przeżył wojnę i zamachy na swoje życie. Cierpiał, ale umierając wiedział, że odchodzi do domu Ojca. Czy dałoby się to wszystko wytłumaczyć bez zrozumienia miłości? Papież Benedykt XVI mówiąc, że „Miłość chce wieczności tego, co kocha, i dlatego także swojej własnej”, przekazał nam, że to właśnie miłość wyjaśnia tajemnicę naszego życia wiecznego.  

Jezus zostawił apostołom, ale także nam, swój testament zawarty w kilku zdaniach: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem: żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34–35). Dlaczego tak wyglądała ostatnia wola Jezusa? Gdyż wiedział, że tylko miłość może być umocnieniem i pocieszeniem po jego odejściu. Co więcej, był pewny, że miłość zapewni Jego uczniom poczucie stałej obecności Mistrza wśród nich i tylko miłość tę obecność wyjaśni. To przesłanie przekonuje nas, że nawet, gdy się Go wielokrotnie zaprzemy, jak Piotr, a nawet gdy zdradzimy jak Judasz, On nas nigdy nie opuści tylko i wyłącznie dlatego, że nas kocha.  Bez miłości nie jesteśmy w stanie poznać Ojca, Syna i Ducha, drugiego człowieka ani siebie samego. Miłość wszystko wyjaśnia, jeśli się na nią otwieramy. Oczywiście to trwa. Nie dostaniemy odpowiedzi od razu. Jezus przez trzy lata mówił „słuchajcie”, a potem dopiero „kochajcie”. Miłość jest więc jakimś celem, do którego dążymy. Pewne jest jednak to, że Jezus, prowadząc nas do miłości, nie tylko o niej mówi, ale również szalenie nas kocha.

Święty Jan Paweł II w „Pieśni o Bogu ukrytym” napisał: „Miłość mi wszystko wyjaśniła”. Utwór ten powstał w czasie wojny, w 1944 roku, kiedy to Karol Wojtyła wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Wydarzenie to zamknęło pewien etap poszukiwań w jego życiu i zaowocowało decyzją wyboru powołania kapłańskiego. Tak radykalny wybór w życiu człowieka, aktora, poety, musiał wiązać się z odkryciem ważnej prawdy. Prawdy objawionej przez miłość. Prawdy, którą Karol Wojtyła odnalazł w miłości Boga i ludzi. Jego całkowite oddanie się  Maryi w zawołaniu „Totus Tuus” było wynikiem zrozumienia, że miłość to oddanie siebie całego. Ta odwzajemniona miłość pozwoliła Świętemu Janowi Pawłowi II zrozumieć sytuacje, którym ludzki umysł nie był w stanie sprostać. Chrześcijanom miłość wyjaśnia także potrzebę szukania woli Boga i efektów Bożego działania w życiu. Każde zaś doświadczenie miłości jest doświadczeniem Boga w swoim wnętrzu. To od nas zależy, co zrobimy z tą miłością, która jest nam ofiarowana. Przyjęcie miłości pozwala przetrwać pojawiający się w życiu każdego czas beznadziei i zwątpienia, pozwala czynić dobro i nieść tę Bożą miłość dalej. Odrzucenie jej zaś skutkuje pogrążaniem się w otchłań grzechu i zaniedbania więzi z Bogiem.

Gabriela Bossis, francuska aktorka i mistyczka w książce „On i ja, Rozmowy duchowe Stwórcy ze stworzeniem”, napisała: „Czy zrozumiałaś moją miłość? Czy często o niej myślisz? Czy myślisz nieustannie? Staraj się więcej w nią wierzyć. Czy to nie rozkosz dać się przenikać moją miłością? Czy żyjesz nią? Czy ją pozdrawiasz przy przebudzeniu? A wieczorem czy zasypiasz w jej ramionach? Miłość i Ja to to samo.” Nie mam wątpliwości, że to miłość wyjaśnia, dlaczego Jezus dwadzieścia wieków temu przyszedł, aby być Drogą, Prawdą i  Życiem. Nie mam też wątpliwości, że ta sama miłość, która prowadziła Świętego Jana Pawła II, wyjaśnia nam sens naszego życia. Dlatego kochajmy tę miłość i pozwólmy jej trwać.