Rozdawanie kwiatów

Rozdawanie kwiatów

Sebastian Wujcik

Czy 14-latek powinien zabierać głos w sprawie miłości? Może trzeba mi jeszcze kilku lub kilkudziesięciu lat by zrozumieć czym ona jest? Jednakże -jeżeli kocham – mam prawo do mówienia o tym. Jeśli chodzę po ukwieconej łące, pełnej kwiatów, mogę je zrywać. Może nie rozpoznam nazw botanicznych gatunków jak doświadczony pięćdziesięciolatek, ale to, że jestem młodszy nie znaczy, że nie potrafię zachwycić się ich pięknem.

               „MIŁOŚĆ MI WSZYSTKO WYJAŚNIŁA”

           „Pieśń o Bogu ukrytym” to dla mnie pełen magii ogród angielski, wypełniony  różnobarwnymi  kwiatami. Każdy pachnie inaczej, ma odmienny  kształt jak metafory i symbole w utworze Wojtyły. Agnieszka Włoczewska napisała, że w tej sieci przenośni odkrywamy Boga. To jemu człowiek zawdzięcza iluminację – wyjaśnienie wszystkiego. Rozumiem to jako wyjście z mroku.

„MIŁOŚĆ WSZYSTKO ROZWIĄZAŁA”

Fragment o rozwiązaniu problemów, wątpliwości, zapytań, zawiłości życia przynosi mi obraz  42-letniego przyjaciela mojej rodziny : karmelity bosego.

Kiedy miał tyle lat co ja, zaczął pić alkohol. Był punkowcem. Pochodził z rodziny , która popierała całym sercem komunizm. Matka działaczka PZPR, ojciec w milicji. Nie był chrzczony. Siostra narkomanka, chora na AIDS, osierociła małego synka. Wagarował, jeździł na koncerty, śmiał się ze wszystkiego. Pewnego razu, gdy skończył już LO i studiował, pojechał na koncert punkowego zespołu – „Armia”. Skład ten grał już wtedy ostrą muzykę z chrześcijańskim przesłaniem. Nawrócił się, a wszystkie wątpliwości rozwiały się jak dmuchawce na wietrze. Trudna musiała być dla niego ta miłość, „gdziekolwiek by przebywała”. Ustąpił „przed kimś kto stamtąd nadchodzi”. Porzucił wszystko dla „izdebki maleńkiej” w eremie w Czernej. Bo „miłość oznacza konieczność”. Konieczność rozstania z samochodem, dziewczyną, kolegami, alkoholem . Zamienić stare zwariowane życie na celę, wstawanie o 4.00, post i pracę fizyczną w klasztornym ogrodzie. Z osoby, która „rąk nie skalała pracą” przemienić się w ścinającego drzewo, palącego w piecu zakonnika. Miłość ROZWIĄZAŁA wszystkie problemy , które usiłował utopić w alkoholu i imprezowaniu. Matka nawróciła się, synek siostry- narkomanki założył szczęśliwą rodzinę, miłość do Boga WYJAŚNIŁA dlaczego  należy  założyć sandały i habit. Złość na mamę, że była w PZPR, zastąpiło zrozumienie motywów jej postępowania . Nie akceptacja błędów – lecz próba ZROZUMIENIA drugiego człowieka. Agresja i bunt, niezgoda punkowca na świat zmieniła się w łagodność, wyrozumiałość, spokój i przyjęcie Bożych planów, nawet jeśli wydają się na początku zbyt trudne a nawet niemożliwe.

„DLATEGO UWIELBIAM TĘ MIŁOŚĆ
GDZIEKOLWIEK BY PRZEBYWAŁA”
.

Z karmelitańskiego ogrodu przenieśmy się do przykościelnego, tego najbliżej mnie, w mojej otwockiej parafii . Dziś czekaliśmy z rodzicami na mszę, jak zwykle pod pomnikiem Jana Pawła II (w obawie przed koronawirusem stajemy  teraz na dworze), gdy pod papieską rzeźbę  podeszła staruszka. Pogłaskała monument, a potem  głośno powiedziała, że przychodzi tu codziennie i „jutro też przyjdzie, jak Bóg da”. Po czym  głośno chwaliła nasz piękny świat („każdy kwiat taki piękny i inny od drugiego, każdy człowiek taki wspaniały i różny”), nie narzekała na epidemię czy biedę (choć widać było, że jest uboga). Pomyślałem, że chyba w życiu trzeba po prostu przyjąć to, co daje nam Bóg. Widzę wokół mnie wielu miotających się ludzi, „szarpiących się z losem”, układających plany swojego wspaniałego (czytaj: bogatego, luksusowego i wygodnego, najlepiej głośnego w mediach) życia. Tymczasem jeden tak maleńki, że nie widoczny gołym okiem, wirus niweczy wszystkie ambitne zamiary i projekty. Rozsypuje się budowany domek z kart… Przykład autora poematu, który stał się inspiracją do  napisania tego tekstu, pokazuje, że niełatwo jest przyjąć brzemię i wyzwanie od Boga. Wyobrażam sobie, że musiał  się przestraszyć, gdy usłyszał, że zostanie papieżem…

Zawierzenie Bogu, jego miłości , zaufanie, że Jego plan jest lepszy niż mój nie są proste. Czy będę potrafił pójść drogą, którą dla mnie wybrał? Pewnie, że łatwiej podróżuje się z GPS-em, nawigacją, która wskazuje kierunek. Wpisuję punkt docelowy: zostanę szanowanym lekarzem i sunę prosto do tego celu.

Przykład mojej prababci pokazuje mi jednakże , że trzeba przyjąć to, co nam przygotuje Opatrzność. Ona na wiele lat przed śmiercią miała gotową suknię do trumny oraz list do najbliższych. Słowa jakie napisała, były pożegnaniem się ze wszystkimi, których znała. Kapłan na jej pogrzebie  czytał kolejne osoby, żegnała też mnie, a nawet  7-letniego braciszka.

Mama mówiła mi potem, że to wielka sztuka umierać w zgodzie z całym światem. Prababka Jasia umiała wybaczyć i żyć w pokoju ze wszystkimi dookoła. Codziennie obserwuję jak wokół mnie – począwszy od polityki, poprzez szkołę, blok mieszkaniowy – człowiek człowiekowi wilkiem, każdy chce mieć rację, wygrywać spory, udowadniać, być „lepszym”. Jeden „dowartościowuje się” kosztem drugiego. Czy będę umiał przejść przez życie jakby każdy mój dzień miałby być tym ostatnim?

                        Czas zamknąć furtkę ogrodu. Kwiaty moich zdań nie mogą uschnąć, przecież Jan Paweł II w każdym swoim słowie, uśmiechu, geście, miłość rozdawał innym „gdziekolwiek by przebywała”. Chciałbym w moim życiu rozdawać, a nie tylko brać…