Sos pomidorowy

Sos pomidorowy

Zofia Kwietko-Bębnowska

„MIŁOŚĆ MI WSZYSTKO WYJAŚNIŁA
MIŁOŚĆ WSZYSTKO ROZWIĄZAŁA
DLATEGO UWIELBIAM TĘ MIŁOŚĆ
GDZIEKOLWIEK BY PRZEBYWAŁA”

W życiu nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Jeśli mamy szczęście, to spokój zakłócają zwykłe, codzienne problemy, jak zostawione latem lody w bagażniku samochodu. Takie przeszkody łatwo przeskoczyć (chyba, że te słodkości miały służyć uspokojeniu teściowej, siedzącej z założonymi rękami na waszej kanapie i cmokającej z niezadowoleniem). Czasami jednak przychodzi nam mierzyć się z czymś znacznie trudniejszym, bo niewymiernym – niczym liczba pi, która, w przeciwieństwie do podmiotu naszych rozważań, nieczęsto zaprząta nam głowę. Ową rzeczą, a właściwie uczuciem, jest pustka. „Jak to?” – pytacie. „Przecież wystarczy przestawić łóżko stojące pod ścianą na środek pokoju albo kupić kaktus i postawić obok szafki nocnej. Od razu zajmiemy w nim więcej miejsca” – mówicie, po czym uśmiechacie się pod nosem, zastanawiając się nad głupotą autora, czyli moją. Mnie jednak nie o taką pustkę chodzi. Wyobraźcie sobie, że wasze serce, umysł, dusza – cokolwiek, co decyduje o wszystkim, co dzieje się w waszym życiu – to pusty pokój. Nie ma w nim absolutnie nic. Żadnych obrazów, mebli czy okien. Siedzicie tam wy. Samotni. Nie macie nic, na czym moglibyście skupić swoją uwagę – nawet, gdy chcecie pomyśleć o kolorze ścian, nagle rozmywają się one w waszych oczach i nie macie zielonego pojęcia, jaka to barwa. Próbujecie zanucić melodię, którą usłyszeliście ostatnio w reklamie sosu pomidorowego. Ku waszemu zdumieniu, nie możecie otworzyć ust. Wydobyć dźwięku. O czymkolwiek byście nie pomyśleli, to od razu wyparowuje. Właśnie o taką pustkę mi chodzi. Niepewność, co zrobić dalej ze swoją wędrówką przez nieznane krainy dni, miesięcy, lat… Mrugniecie raz, mija kolejna godzina. A wy nic. Nie ruszacie się z miejsca, chociaż przecież robicie wszystko, co inni. Chodzicie do szkoły lub pracy. Jecie obiad. Wracacie do domu, obgadując z przyjacielem nową dziewczynę z klasy, która na stołówce oblała koszulkę sokiem. Witacie się z rodziną. Oglądacie najnowsze „Gwiezdne Wojny”. Zasypiacie przed telewizorem. Wygląda na sporo pracy, prawda? No, na pewno nie siedzicie w pustym pokoju, nie mogąc zaśpiewać „sos pomidorowy, przepyszny oraz zdrowy”.  Jednak, gdy leżycie na kanapie, okryci kocem, nie możecie pozbyć się wrażenia, że coś tu nie pasuje. Szare życie, jak zwykle… i nic poza tym. Idziecie chodnikiem, ale nie ruszacie się. Wasze serce i dusza ani drgną. Stoicie na pustkowiu i próbujecie znaleźć jakiś drogowskaz, lecz nie widzicie żadnego. Próbujecie znaleźć koniec tego okropnego letargu, próbujecie się dowiedzieć, dlaczego nic nie robicie z tą pustką wewnątrz was. I tutaj docieramy do punktu zwrotnego, o który chodziło mi od samego początku. Zamienię się na chwilę w tę uśmiechającą się z ekranu telewizora panią, próbującą wcisnąć wam jakiś produkt. Z tą różnicą, że zwykle jest to odkurzacz, a teraz będę reklamować radę. Światła, kamera, akcja.

Nie możesz znaleźć sensu swojego życia? Wszystko wydaje się monotonne i jednakowe? Czy chcesz wiedzieć, kto może rozwiązać twoje problemy? Przedstawiam… miłość!

To była krótka przerwa na dowcip, żebyście nie zasnęli przy czytaniu. Teraz zagłębimy się trochę w tę z pozoru śmieszną i bezsensowną reklamę. Widzicie, czasami trudno nam powstać z kolan. Czujemy się bezsilni, drżymy na samą myśl o zmianie, o podjęciu ryzyka, o otwarciu się na ludzi. Chcemy wyciągnąć rękę, ale z tyłu głowy zapala się czerwona lampka – co, jeśli w tym przypadku sprawdzi się przysłowie „daj komuś palec, to weźmie całą rękę”? Co, jeśli nie powinniście zmienić pracy? Co, jeśli próba dosięgnięcia marzeń to błąd? Co, jeśli podczas wyciągania ręki po gwiazdy, drabina pod waszymi nogami się załamie? Co, jeśli…? Takich pytań mogłabym napisać tysiące. Czasami odpowiedzi na nie mogą zmienić nasze dalsze losy. Od nich zależy to, czy damy radę wypłynąć na powierzchnię. Nie zawsze potrafimy sami się uratować. Nawet zawodowy pływak może zacząć tonąć i nie poradzić sobie bez pomocy. Pomoc. Piękne słowo. Bezinteresowne oddanie swojej uwagi, przysługi, a nierzadko serca. Uczucia. Chociaż taki pływak nie będzie potrzebował nikogo, żeby dopłynąć na drugi brzeg podczas zawodów, to bez kogoś dopingującego nie zdecyduje się w ogóle wyjść z łóżka i pójść na te zawody. Może stać na podium bez trzymania kogoś za rękę, lecz po zejściu z niego natychmiast pobiegnie w kierunku świetnie mu znanych ramion, w których może czuć się bezpieczny i kochany. Jest też druga strona medalu – pływak nie zawsze wygrywa. Po takiej porażce nie potrzebuje nikogo, kto pomoże mu kłócić się z sędzią, który nie zauważył błędu innego zawodnika – potrzebuje zrozumienia, wsparcia i miłości. Miłość. Słowo jeszcze lepsze niż pomoc. Piękne, wyniosłe, ciepłe. Z miłością, czyli z drugim człowiekiem, przetrwamy każdą zmianę duchową i fizyczną. Miłość otwiera nam oczy na otaczające piękno, wcześniej niezauważone. Wybiera za nas, gdy sami nie mamy na to siły. Rozwiązuje problemy, kiedy my nie możemy się zdecydować („Czy na ślub siostry mam założyć czerwoną, czy niebieską sukienkę?”). Odnajduje drzwi w pustym pokoju w naszym sercu i wpuszcza do środka ćwierkające wesoło ptaki, wnosi półkę z książkami i zawiesza kolorowy obraz na ścianie. A ściana w końcu okazuje się być żółta. A wy czujecie, że nareszcie wiecie, gdzie jest wasze miejsce. Decydujecie się pokazać światu swoje rysunki nabazgrane na marginesach zeszytu. Napisać esej o rozważaniach na temat cytatu z „Pieśni o Bogu ukrytym”. Zaprosić nową koleżankę z klasy, aby zjadła z wami obiad na stołówce. Z uczuciem szczęścia w duszy i uśmiechem na twarzy, powoli zasypiacie. Miłość śmieje się i całuje was na dobranoc. Powoli zamykacie oczy i stawiacie pierwszy krok w krainie sennych marzeń. Jednak zanim całkiem odpłyniecie, słyszycie głos. Głos miłości. Szepcze tak cicho, że ledwo ją słyszycie, więc bezwiednie przysuwacie się bliżej. A ona mówi: „reklamę o sosie pomidorowym najlepiej śpiewa się we dwoje”.