Ta, bez której wszystko jest niczym.

Ta, bez której wszystko jest niczym.

Kornelia Bieniek

Miłość. Zagadnienie tak banalne i powszechne, że rzadko kiedy ktoś w ogóle decyduje się przystanąć i zastanowić nad nim przez dłuższą chwilę. Choć, w mniejszym lub większym stopniu, owo uczucie dotyczy nas wszystkich, nieczęsto zdarza się nam rozważać, czym ono tak właściwie jest. Po prostu istnieje, funkcjonuje jako niepodważalny fakt. Jak pisał ks. Jan Twardowski: „Jeszcze nie było ludzi, a już była miłość”, zatem niejako stanowi ona dla nas oczywistość, coś, czego w formie pojęcia jako takiego raczej nie roztrząsamy. Wypowiadamy te dwa, wyjątkowe słowa – kocham cię – coraz częściej w sposób bezrefleksyjny, jak gdyby to był kolejny suchy fakt. Warto wobec tego zadać sobie pytanie – czym to całe kochanie tak naprawdę jest? Jakie w ogóle ma znaczenie? Jaką wartość?
To żadna tajemnica, iż nie sposób podporządkować miłość jednej regułce czy też znaleźć jej definicję, z którą zgodziłby się absolutnie każdy. Usiłowało tego dokonać wielu – filozofowie, pisarze, uczeni… mimo wszystko – bezskutecznie. Bowiem, jak głosi tytuł opowieści Pierre’a La Mure’a, miłość niejedno ma imię. Jakby nie patrzeć – ilu ludzi, tyle znalazłoby się różnych definicji, sposobów odbioru i interpretacji tego uczucia, a także przypisywanych mu funkcji. Miłość pojawia się w przeróżnych aspektach życia człowieka – stykamy się z miłością rodzicielską, braterską, romantyczną, miłością do ojczyzny czy też do Boga… Bez względu jednak na swoją postać wciąż pozostaje ona przecież tym samym uczuciem. Czy jednak tylko uczuciem? Może także istotną wartością? Swego rodzaju nauczycielką? Drogowskazem? Może nawet sensem życia?

 „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, /a miłości bym nie miał, /stałbym się jak miedź brzęcząca /albo cymbał brzmiący.” – właśnie tymi słowy rozpoczyna się „Hymn o miłości” autorstwa św. Pawła. Utwór ewidentnie wskazuje na fundamentalne znaczenie miłości. Bez niej, jak głosi św. Paweł, nawet ofiarowana jałmużna jest niczym. Bez niej nawet człowiek, który zdołał posiąść wszystkie tajemnice tego świata, stanowi po prostu kolejny bezwartościowy byt. Miłość zostaje ukazana jako najwyższa wartość; jako podstawa, bez której wszystko inne traci jakiekolwiek znaczenie. Wszak kimże jest osoba niezdolna kochać? Zapewne kimś całkowicie zagubionym, kto stracił sens; kimś pozbawionym środka do osiągnięcia swego najważniejszego – można pokusić się o sformułowanie – życiowego celu. Jak mówił Jan Paweł II: „Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może uczynić go szczęśliwym”. A przecież to właśnie do szczęścia dążą w swym życiu wszyscy ludzie, nieprawdaż?

 Miłość jest w pewnym sensie także drogowskazem. Pomaga człowiekowi zrozumieć własny los, odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości; pozwala jednostce zaakceptować świat pomimo jego rozlicznych wad. Obrazuje to chociażby średniowieczny utwór „Kwiatki św. Franciszka”. Miłość względem bliźnich sprawiła, że tytułowy bohater zaczął inaczej postrzegać osoby chore i cierpiące. Dzięki temu święty począł nieść pomoc strapionym, troskliwie się nimi opiekował, a także starał się zabierać z ich barków przynajmniej część problemów. W rezultacie sam Franciszek zrozumiał i zaakceptował swoją niełatwą drogę życiową, ponadto z czasem zaczął pomagać innym w osiąganiu takiego stanu.

 „Miłość jest lekarstwem, co sprawia cuda codzienne”., cytując Philipa Bosmansa. Uczucie to ma bowiem pewną niesamowitą właściwość – mianowicie wywiera pozytywny wpływ zarówno na osobę miłującą, jak i miłowaną, a przy tym potrafi jeszcze dokonać zaskakujących, często (rzekomo) niemożliwych rzeczy. Człowiek, który doświadczy miłości, może dzięki niej bardzo wiele się nauczyć; zawrócić z niewłaściwej ścieżki, jaką obrał chociażby w obliczu własnego zagubienia. Dotyczy to w równym stopniu miłości otrzymywanej, jak i dawanej. Pierwszy przypadek sprawdza się w przypadku Rodiona Raskolnikowa, bohatera powieści Fiodora Dostojewskiego pt. „Zbrodnia i kara”. Mężczyzna dzięki uczuciu, jakim obdarzyła go Sonia, ze zbrodniczej ścieżki zdołał powrócić na właściwe tory. Drugi przypadek natomiast można zobrazować na przykładzie Marka Winicjusza, postaci pochodzącej z „Quo vadis” autorstwa Henryka Sienkiewicza. Bohater, w obliczu miłości do chrześcijanki Ligii, przeszedł całkowitą przemianę – z próżnego, rozpustnego poganina stał się osobą wierzącą, pełną współczucia i delikatności. W tym miejscu adekwatne są słowa Henryka Ibsena: „Miłość nie potępia – miłość oczyszcza i dźwiga”. To uczucie, które nie wyklucza nikogo, nawet człowieka, który dopuścił się najgorszych czynów, może natomiast pomóc każdemu powrócić na właściwą drogę życiową, przywrócić jednostce utracone wartości lub ich nauczyć.

 Miłość to zjawisko niezwykle złożone, bardzo trudne, wręcz niemożliwe do zdefiniowania. Pojawia się w przeróżnych aspektach życia jednostki, raz pod postacią Erosa, drugim razem Filii czy jeszcze innym – Agape. Jednak bez względu na swoją formę wciąż pozostaje tym samym, niesamowitym uczuciem. Można by rzec, że miłość czyni nas ludźmi – wszak czyż nie jest tym, co wyróżnia człowieka spośród wszystkich innych istot na Ziemi? Jest przecież niezbędna do pełni człowieczeństwa, do zrozumienia świata oraz bliźniego…