Tata

Tata

Aleksandra Wiciejowska

„Miłość mi wszystko wyjaśniła” – te słowa mogą zdawać się banalne, a czasem nawet przesadzone, szczególnie w ustach 17-latki. Bo co ja tam o niej wiem, przecież „całe życie przede mną”. 

Ha! I tu się można zdziwić. Otóż miłość jako system tak skomplikowany jest dla mnie nie lada zagadką. Na jej temat zgromadziłam już wiele przemyśleń i jeszcze więcej scenariuszy. W wielu sytuacjach jest dla mnie po prostu przewidywalna. Można by rzec, iż od pewnego czasu gram z nią w kotka i myszkę. Tylko nadal nie wiem kto jest kim… Wiem natomiast jedno. Dobry z niej przeciwnik. 

Miłość, która budzi tyle emocji jest niejako sensem życia każdego z nas. A najlepszym dowodem na to jest moja rodzina. 

Tak jak wszyscy mamy te lepsze i trochę gorsze chwile, lecz zawsze trzymamy się razem i uważam, że to jest piękne. Jak mówi św. Paweł w hymnie o miłości „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność swoją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał nic mi nie pomoże”. 

Dobrze, ale przecież to nic nadzwyczajnego, prawda? Jak sama napisałam jesteśmy rodziną. A czy wspomniałam, że mój tata od prawie 9-ciu lat pracuje za granicą (oczywiście wraca co kilka miesięcy)? Nie? To już wiecie. 

Gdy wyjechał miałam 8 lat i pamiętam to jak dziś. Zimne wieczory na peronie, gdy cała w łzach biegłam za jego pociągiem. Tak było za każdym razem… Z czasem jednak dojrzałam, zrozumiałam kilka rzeczy, a za kilka nawet żywiłam do niego żal. Przestałam płakać, a jego nieobecność stała się dla mnie codziennością, za to obecność bywała niekiedy, aż trudno to napisać – niekomfortowa. 

Od zawsze żyłam w przekonaniu, że tata jako mężczyzna obowiązek utrzymania rodziny znosi dzielnie, aż do momentu, gdy mama powiedziała, abyśmy nie płakały bo i on później płacze. 

Był to dla mnie szok, bowiem nigdy nie widziałam go płaczącego. Starał się zachowywać jak gdyby jego wyjazdy były normą, żeby nam nie było smutno, lecz gdy zostawał sam płakał za nas trzy, a trzeba tu zaznaczyć, że tych rozstań trochę się już uzbierało. A za każdym razem widzę, jak powstrzymuje łzy. 

Z upływem lat, rozmów na temat taty, jego dzieciństwa i samotności tam przeprowadziłam z mamą z milion. A wierszy i opowiadań napisałam jeszcze więcej. Zawsze starałam się skierować ich treść w jego stronę tak by sam czytając je wieczorem zrozumiał co mam mu do przekazania. 

Teraz wiem, że mogę się na niego złościć i obrażać po wsze czasy, ale i tak zawsze usłyszy ode mnie „kocham Cię, tatuś”, bo nic nie zmieni tego jaką miłością obdarza mnie razem z mamą. 

Dlatego uwielbiam tę miłość, bo dzięki niej wszystko staje się prostsze.