W drodze

W drodze

Łucja Wrzesień

Ludzie od wieków snuli różne refleksje na temat miłości. Platon był mocno utwierdzony w przekonaniu, że kochać to znaczy zmierzać do jakiejś idei. Nawet jeśli podziwiamy piękne ciało, podążamy drogą, która prowadzi do idei Piękna. Arystoteles natomiast rozważał, czy „czy miłość człowieka musi być bardziej skierowana na siebie czy na innych”? Czy kochać siebie, to znaczy być egoistą? Nie tylko filozofowie nie zgadzają się w sprawie miłości. Czy „miłość” naprawdę ma tylko jedną definicję? Każdy z nas postrzega ją inaczej. Dla niektórych oznacza zaufanie, dla innych oddanie. Miłość to uczucie, którego nie da się opisać czy wyjaśnić. Potwierdzeniem mojej opinii jest fakt, że mimo tylu rozważań, nowych teorii miłość pozostaje dla nas zagadką, tajemnicą, którą każdy chce rozwiązać. Jednak to, że nie znamy odpowiedzi na wiele pytań dotyczących tego uczucia, nie znaczy, że nie ma ono na nas wpływu.

„Miłość mi wszystko wyjaśniła” –  mówi Karol Wojtyła w „Pieśni o Bogu ukrytym”. Co tak naprawdę oznaczają te słowa? Co miłość może wyjaśnić? Przecież według wielu z nas to uczucie tylko komplikuje, już i tak wystarczająco trudne życie. Jeśli chcemy kochać, musimy być gotowi na dokonywanie wyborów, na zmiany, na ból. Przecież to wszystko nie brzmi jak „wyjaśnienie”. Miłość powoduje, że nie myślimy logicznie. Nasz umysł staje się więzieniem, z którego nie umiemy uciec, ponieważ wszystkie myśli zajmuje osoba, którą kochamy. Miłość pragnie poświęceń. Często, żeby pomóc, wesprzeć lub po prostu być w danym momencie z kimś ważnym dla nas, rezygnujemy ze swoich pasji, marzeń. Rezygnujemy z siebie. Jeśli zdecydujemy się kochać, musimy być gotowi na odrzucenie. Wtedy ból pochłania nas tak szybko, że nie wiemy, kiedy tak naprawdę pogubiliśmy się we własnym życiu. Nie poznajemy osoby, na którą patrzymy w lustrze. Miłość może zniszczyć człowieka od środka, a to jest jeszcze gorsze, niż rany na ciele. Ale przecież nikt nie powiedział, że miłość jest prosta. Wyjaśnienie nie zawsze przychodzi w momencie, w którym najbardziej go potrzebujemy. Nie pojawia się od razu, w widocznym dla nas miejscu. Trzeba poszukać głębiej, nie patrzeć powierzchownie. Więc, co miłość może wyjaśnić? Myślę, że przede wszystkim pokazuje, do jak wielu uczuć jesteśmy zdolni. Wyjaśnia szczęście. Rozwiązuje problemy związane z zaakceptowaniem siebie. No właśnie, „miłość wszystko rozwiązała”. Czy wszystko? Nie mogę stwierdzić w sposób zdecydowany. Każdy przeżywa ją inaczej. Każdy ma inne problemy, które rozwiązuje dzięki miłości.                   

W Biblii czytamy o trzech rodzajach miłości: „eros”, „filia” i „agape”. Mogę założyć, że w zdaniu „miłość wszystko rozwiązała” chodzi właśnie o pojęcie „agape”. „Agape” oznacza miłość ofiarną, która czyni drugą osobę zdolną, by kochać. Jest to przede wszystkim dar od Boga, który bezinteresownie pozwala i uczy nas, jak poczuć i okazać prawdziwą miłość.                             W przeciwieństwie do „eros”, „agape” to droga Boga do człowieka. Wspomniałam tutaj o kolejnym rodzaju miłości – „eros”. Oznacza ono pożądanie, zmysłowość, bardzo często egoizm. Sprawia, że to uczucie daje nam szczęście. Może to jeden z powodów uwielbienia miłości? To mogłoby tłumaczyć słowa „dlatego uwielbiam tę miłość”. Myślę, że ta egocentryczna miłość, którą właśnie oznacza „eros” jest jednym z wielu powodów, dla których tak bardzo jej pragniemy. Musi być jednak więcej powodów. Miłość to najtrudniejszy sposób do odczuwania radości psychicznej, przecież tak trudno ją znaleźć. „Zdolność do zadawania bólu to największa siła miłości” –  możemy przeczytać w jednej z powieści Stephena Kinga. Skoro zadaje ona tak dużo cierpienia i sprawia, że możemy upaść, to czemu ją ścigamy? Dlaczego za wszelką cenę pragniemy jej w swoim życiu? Czasem wydaje mi się, że miłość można porównać do tlenu. Nie da się żyć szczęśliwe bez miłości. Weźmy na przykład „Romeo i Julię”, którzy woleli odebrać sobie życie, niż stracić siebie nawzajem. „Ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha” – to słowa Michaiła Bułhakowa. To zdanie nie powinno sprawdzać się tylko w książkach, lecz w prawdziwym życiu. Nie mówię tu oczywiście o popełnianiu zbrodni, ale o zwykłym zrozumieniu. Historia Romeo i Julii jest tylko wyolbrzymionym przykładem miłości, zaufania, oddania i zrozumienia. Nie bez powodu w przysiędze małżeńskiej, którą zawierają dwie zakochane osoby pojawia się sformułowanie: „na dobre i na złe”. Miłości nie okazuje się tylko, gdy wszystko idzie zgodnie z naszymi planami. Należy dzielić z ukochaną osobą także ból i zmartwienia, bo to właśnie ona powinna nas podnieść z dna, pomóc jak tylko umie. Ale istotą miłości jest przede wszystkim nasza gotowość do poświęceń. Nie możemy tylko oczekiwać wsparcia, ale i sami je dawać. Nie chodzi tu tylko o miłość dwojga kochanków czy żony i męża, ale też i prawdziwą przyjaźń. To już ostatni z rodzajów miłości – „filia”. Tutaj mogę wrócić do zdania „miłość mi wszystko wyjaśniła”. „Filia” to pojęcie, którego bardzo często używał św. Jan, a oznacza miłość przyjaźni, związek między dwoma osobami, polegający na wzajemnym zrozumieniu. Apostoł próbował w ten sposób wytłumaczyć relację między Jezusem a Jego uczniami. Może właśnie to wyjaśnia miłość – relacje międzyludzkie. Dopóki nie znajdziemy prawdziwego przyjaciela, nie do końca rozumiemy innych ludzi. Przyjaźń otwiera nas na relacje międzyludzkie, tworzy duchowe więzi oparte na braterstwie i współczuciu. Musimy sami to poczuć, by się przekonać.

Jan Paweł II napisał, że uwielbia miłość „gdziekolwiek by przebywała”. Przecież miłości nie da się zobaczyć, więc gdzie może być? Może chodzi tu o czyny, w jakich się przejawia? Bo przecież nie trzeba powiedzieć wprost: „kocham cię”, żeby dać do zrozumienia drugiej osobie, co czujemy. Można przekazać to uczucie przez poświęcenie, zrezygnowanie ze spotkania ze znajomymi, przeczytanie poleconej przez bliską osobę książki, czy zwykłą pocieszającą rozmowę. Miłość można spotkać wszędzie, nie wiemy, kiedy nas natchnie. Przykładem mogą być ateiści, którzy się nawracają. Nie wiemy, czy nie poczuli miłości do Boga przy pierwszej modlitwie,  może po kilku latach. Miłości nie da się przewidzieć, nie da się jej też znaleźć, usilnie poszukując. Nigdy nie będziemy w stanie wytłumaczyć, czym tak naprawdę jest. Miłość nie przestanie zadawać bólu, sprawiać zawodu, ranić nas. Ale zawsze była, jest i będzie potrzebna. Ważne jest, by nigdy nie zakończyć poszukiwań, dążyć do niej – być zawsze „w drodze”, pamiętając, że tylko dzięki uczuciom możemy stawać się lepsi. Według mnie miłość łączy nasz ludzki wymiar z duchowym dążeniem do doskonałości, w czym objawia się pełnia człowieczeństwa.