Wyższy stan wartości

Wyższy stan wartości

Agnieszka Pawlikowska

Miłość mi wszystko wyjaśniła,

Miłość mi wszystko rozwiązała –

dlatego uwielbiam tę Miłość,

gdziekolwiek by przebywała.

Miłość nie traci statusu nadrzędnego celu w życiu większości ludzi, mimo że zazwyczaj wiąże się z poświęceniami. Pragnienie osiągnięcia tego stanu, „gdziekolwiek by przebywał”, można zauważyć zarówno w życiu codziennym, jak i w literaturze – w zmęczonych, a jednak szczęśliwych spojrzeniach matek, szekspirowskim dramacie „Romeo i Julia”, gdzie bohaterowie są w stanie oddać życie w imię miłości czy w twórczości Karola Wojtyły, na przykład we fragmencie jego „Pieśni o Bogu ukrytym” będącym mottem tego eseju.

Patrząc na to zjawisko, zaczęłam zadawać sobie pytania, z których jedno najbardziej skłoniło mnie do rozważań co takiego oferuje miłość, że w kulturze postrzegana jest jako warta tak wielu poświęceń?

W poszukiwaniu odpowiedzi natknęłam się na bardzo ciekawy pogląd. Zdaniem filozofa Maxa Schelera każda rzecz ma wartość negatywną lub pozytywną i skierowuje ludzi na różne poziomy stanów. W jego przekonaniu miłość wiąże się z wejściem na wyższy stan wartości, a nienawiść – na niższy. Poprzez to spostrzeżenie nasuwa się prosty wniosek – miłość pełni rolę bodźca do pozytywnych zmian w życiu. Zwykle są one wprost proporcjonalne do siły uczucia; dlatego chwilowe zauroczenie nie będzie miało tak dużego wpływu na punkt widzenia jak narodziny dziecka biologicznie przecież związanego z rodzicami. Jednak niezależnie od stopnia oddziaływania miłości, jedno wydaje mi się stałe – w każdym przypadku prowadzi ono do uczucia uwznioślenia, uduchowienia powiązanego z poświęceniem części siebie. Miłość rzeczywiście skierowuje na wyższy stan wartości, wnosi sacrum do profanum, ducha do ciała, boskość do zwyczajności. Wobec tej wizji życie bez miłości wydaje się być tylko pustą egzystencją.

O wchodzeniu na wyższy stan wartości wypowiada się poniekąd filozof i psycholog Erich Fromm w książce „O sztuce miłości”:

Czynny charakter miłości – poza elementem dawania ujawnia się w tym, że zawsze występują w niej pewne podstawowe składniki wspólne dla wszystkich jej form. Są to: troska, poczucie odpowiedzialności, poszanowanie i poznanie.

Wydaje mi się, że ta myśl prezentuje czytelniejszy obraz tego, czym w praktyce jest „wyższy stan wartości”. Fromm określa miłość jako wysiłek, któremu współtowarzyszy rozwój osobowości; chęć do stawania się lepszym człowiekiem. Uważam, że wewnętrzna przemiana jest najważniejszym procesem zachodzącym pod wpływem miłości.

Według tego filozofa „miłość jest aktem wiary; każdy, kto ma mało wiary, ma mało miłości”. Myślę, że miłość ujawnia człowiekowi jego stan duchowy, jednocześnie umożliwiając mu pogłębienie tego stanu. Tak jak człowiek niewierzący w Boga może się nawrócić, tak człowiek niedojrzały emocjonalnie może nauczyć się kochać. Co się dzieje, gdy uczucie zaczyna dojrzewać obrazuje cytat z „O sztuce miłości”:

Miłość dziecięca trzyma się zasady: „Kocham, ponieważ jestem kochany”.

Natomiast miłość dojrzała twierdzi: „Jestem kochany, ponieważ kocham”.

A Niedojrzała miłość mówi: „Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję”.

Dojrzała miłość powiada: „Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham”.

Ten krótki tekst według mnie doskonale zestawia ze sobą ukierunkowanie na „ja” w miłości niedojrzałej i na „ty” w dojrzałej. Sądzę, że transformacja miłości z dziecięcej na dojrzałą to czas, który jak u Karola Wojtyły – „wyjaśnia” i „rozwiązuje” – otwiera oczy na to, co wcześniej istniało, ale było dla danej osoby niewidzialne czy nieważne. Przenoszenie uwagi podmiotu na „ty” może spowodować zmianę perspektywy, co bardzo dobrze widać w przypadku kobiet trzymających na rękach pierwsze, nowonarodzone dziecko.

Ostatnio obserwowałam zachowanie kilka lat starszych ode mnie znajomych, świeżo upieczonych rodziców. W szczególności rzuciło mi się w oczy ich poświęcenie; czas, energia i uwaga, które skupiały się wokół dziecka. Czy wyrzeczenia rodzica są w zupełności bezinteresowne? W końcu oddaje dziecku część siebie – co takiego otrzymuje w zamian? Oczywiście nie mówię o materialnych nagrodach, ale duchowych, czyli niosących ze sobą o wiele większe znaczenie.

Sam akt darowania – w tym przypadku części siebie– uszlachetnia, ale myślę, że najbardziej znaczącą „nagrodą” jest zyskanie nowego punktu odniesienia, jakim jest ukochana osoba. Od momentu narodzin dziecka zmienia się hierarchia wartości rodzica; w jego życiu pojawia się nowe, wspaniałe stworzenie, które stawia w centrum swojego mikrokosmosu. To moment, w którym częściowo wyzbywa się egoizmu i mimo że oddaje siebie, czuje się spełniony.

Uważam, że stan miłości poszerza perspektywę; przyczynia się do powstania pewnego rodzaju więzi z transcendencją – bliskości obcowania z cudowną, niemożliwą do wytłumaczenia tajemnicą. W przypadku rodziców i dzieci siła tego przeżycia jest zapewne największa, jednak wydaje mi się, że proces ten towarzyszy każdemu rodzajowi miłości – czy jest ona skierowana do konkretnych ludzi, kraju, czy franciszkańsko do wszelkiego istnienia. Inspiruje człowieka do stawania się lepszym i wnosi do życia boski pierwiastek będący natchnieniem do duchowego wzrostu. Myślę, że to właśnie poświęcenie oddanie części siebie – jest źródłem emocjonalnego dojrzewania, którego człowiek poszukuje; otwarcia oczu; poczucia większego zrozumienia świata. Jak powiedział Mahatma Gandhi: „gdzie jest miłość, tam jest życie”.